eRIZ’s weblog

PHP, webdesign, Linux, Windows i inne, bo nie samym chlebem człowiek żyje
Serdecznie zapraszam do udziału w ANKIECIE

WiFi Szczebrzeszyn: kolejne starcie

Pora na kolejny odcinek z cyklu “z pamiętnika informatyka” opisujący starcie z “adminem” pewnej lokalnej sieci.

Gdzieś przed dwoma tygodniami dzwoni dalszy sąsiad. Coś nie tak jest z netem, możesz coś zrobić? Przemysław P. a.k.a. eRIZ wybadał sytuację, polecił, co zrobić, żeby nie pójść bezowocnie (czytaj: wziąć IP).

Dzisiaj dostaję telefon, adresy są, wprowadzone, ale nie działa. Ok, wolne popołudnie, umówiłem się na konkretną godzinę. C***** był u mnie, powpisywał wszystko, ale dalej nie działa.

Wchodzę do pokoju z maszyną, siadam…

Pan Zygmunt

Pan Zygmunt objaśnia po kolei, jaka jest sytuacja. Przed dwoma tygodniami, “admin” powiedział, iż najpewniej karta padła. W związku z tym, polecił zakupić nową. Ok, karta jest, wszystko w kompie.

Pogrzebałem w ustawieniach, pozmieniałem prędkości działania karty, wyłączyłem DHCP (bo było), ping na bramkę - klops. Nie działa, pakiety się wysyłają, ale odebrać już ni kija. Dalej grzebię, nic z tego.

Swoją drogą, przypomniałem sobie, co oznacza kłódka w ikonach połączeń sieciowych w WXP. No co? :P Jak wywaliłem u siebie systemowego firewalla, to jak mam wiedzieć? ;P

“Admin”

Postanowiłem, żeby w końcu zadzwonić do “admina”. Możliwe, że nie był świadom z kim rozmawiał, ale chyba podejrzewał, kto był po drugiej stronie “druta”. Mówił, że w tabelach MAC-ów wszystko jest wprowadzone, ok, ma działać. No to próbuję, ale kicha. Więc strzelałem na ślepo jakieś adresy. Okazało się, że adres przydzielany przez DHCP był… blokowany.

Komunikacja z bramką działa, ale poza już nie. Kolejny telefon, gadka z “rootem”, jaka jest sprawa. Powiedział, że zadzwoni do swojego “mistrza”, bo to “On” wszystko stawiał. Za jakiś czas już wszystko działało.

Nie byłbym sobą, gdybym się nie uczepił się tej starej karty, ponieważ - zgodnie z moimi wcześniejszymi doświadczeniami - dosyć często sugerowano wymianę kart sieciowych (IMHO dla gry na zwłokę). Więc wsadziłem starą “zepsutą” kartę w sąsiedni slocik. Nie ma sterowników, bo jak to tradycyjnie w moich okolicach jest czynione - “admini” zabierają płytki z sobą. Ok, wklepanie w Google modelu karty (nota bene, tzw. “kanciak”) i sterowniki się zasysają.

Reanimacja starej karty

Instaluję, wszystko glanc, komp poprawnie wykrył, wklepuję sobie w sterowniku MAC-a z nowej karty. Wcześniej w żaden sposób nie była w stanie podłączyć się do jakiejkolwiek sieci. A mi “sprawiła” psikusa i… się podłączyła. Stara karta działa wyśmienicie, Pan Zygmunt zaczął przeklinać, iż 65zł poszło gdzieś.

Zaproponowałem, żeby zadzwonić do “admina” i zapytać go o ożycie karty. Powiedziałem, co zrobiłem, aż usłyszałem iście genialny tekst:

Być może adres MAC był uszkodzony

Myślałem, że walnę na podłogę ze śmiechu. Przez ponad 8 lat, jak zajmuję się kompami, to takiego “farmazonu” moje uszy nie miały jeszcze szczęścia słyszeć. Niestety, widocznie ów “admin” nie wiedział o konstrukcji adresu fizycznego, bo po 3 minutach tołkowania zaczął się drzeć do słuchawki, a gdy kontynuowałem skrócony wykład nt. podstaw sieci, rozłączył się.

“Hakier” na polu bitwy

Ja się śmieję w najlepsze, żona Pana Zygmunta również, Pan Zygmunt rzuca mięchem, że aż uszy więdły.

Siedzę dalej przed kompem, dostrajam ustawienia, aż nagle dzwonek do drzwi.

To C****! - powiedziała Żona Pana Zygmunta. Gospodarz wyszedł na rozmowę z gościem, ja sobie chwilkę posiedziałem. Postanowiłem wyjść mu na spotkanie zmierzyć się z nim z twarzą w twarz.

C***** jest mi znany, zresztą - niedaleki sąsiad. Zanim zdążyłem wyjść z domu, “admin” zdążył mnie rozpoznać. Na wejście zostałem pouczony o rzekomym braku mojej kultury. Cóż, prawda kole w oczy i atakowany człowiek instynktownie podejmuje obronę. Obok nas zadymione, typowy stereotyp “informatyka”-”admina” - kurit trupku. Rozpoczyna się kolejne starcie…

Adres jest uszkodzony

Albo “admin”, to Pan Windows albo jego kompetencje ograniczają się do prób wciskania ludziom kitu, ponieważ większość społeczności szczebrzeszyńskiej, to tzw. nieświadome owieczki, pośród których znaczną część stanowią “Gady” (GG) i Allegrowicze. Znajdzie się również paru wyznawców Tibii.

Z “adminem” spotkałem się kolejny raz, zapowiadało się kolejne starcie. Jak już wspomniałem, adres jest uszkodzony. To tak, jakby mówić, że Pana Tadeusza napisał Henryk Sienkiewicz. Jak można uszkodzić ciąg znaków heksadecymalnych (nota bene, po tych słowach “admin” wręcz się wydarł i rozłączył ;P)?

Nikt nie będzie nam wmawiał, że czarne jest czarne, a białe jest białe!

Ja się włamuję!

Bitwa wygrana, “admin” zmienił taktykę. Ten “hakier” twierdził, iż ja się włamałem do jego sieci i “zabronił” mi spisywania czegokolwiek. Pan Zygmunt bacznie przyglądał się bitwie. Według C****, kiedyś włamałem się do jego sieci i mówił, że byłby w stanie wtedy mi to udowodnić.

Ok, tylko co to za włam, gdy system sam podłącza się do pierwszej lepszej dostępnej sieci bezprzewodowej? Każda nieświadoma owieczka jest w stanie się tak “włamać”.

MAC jest zabezpieczony!

Żadna sieć w Szczebrzeszynie udostępniająca połączenie z internetem, nie posiada jakiegokolwiek szyfrowania, jedynym “zabezpieczeniem” jest filtrowanie adresów fizycznych. C**** nie był w stanie pojąć, że można je zdobyć w przeciągu kilku sekund siedząc sobie wygodnie “z palcem w d…” na ławce w parku.

Z trudem przyjął porażkę, bronił się ile sił.

Nigdy nie będziesz w mojej sieci!

Dym z papieroska “admina” przestał się tlić: nigdy nie będziesz w mojej sieci! Hjehje, nigdy, ale to nigdy nie będę chciał być w sieci prowadzonej przez tak “kompetentnego admina”!

Żal mi, dosłownie mi żal… tego “admina” :P. Ledwo hamowałem się przed wybuchem śmiechu. W końcu bitwa się skończyła, rozpoczęła się gadka:

eRIZ - na czym stoi bramka?
“admin” - na Linuksie
- to raczej oczywiste, ale jaki soft konkretnie?
- Mandrake
- ale ja mam na myśli konkretnie: iptables czy squid? (hjehjehje…)
- iptables, bo dobre

Wiem, przegiąłem z tym ostatnim :P. Ale cóż, Tylko wszechświat i głupota ludzka jest nieskończona, choć tego pierwszego nie jestem pewien, jak to Einsten ongiś powiedział.

Kochani admini…

W ten oto sposób zostałem znienawidzony przez kolejnego “admina”. :P

Kocham to uczucie, śmiać się czyjejś kompletnej głupoty. ;P

I ja tam byłem, herbatę z pigwą piłem, a co widziałem - opisałem…

edit:

Sieć już została zlikwidowana… Admin miał dość. :P

12 komentarzy

dopisz swój :: trackback :: RSS z komentarzami

RSS z komentarzami :: trackback

Skomentuj

Możesz używać znaczników XHTML. Dozwolone są następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Wszystkie komentarze przechodzą przez moderację oraz filtry antyspamowe. Nie zostanie opublikowany komentarz, jeśli:

  • Jego treść obraża kogokolwiek.
  • W treści znajdują się wulgaryzmy i słownictwo ogólnie uznane za nieprzyzwoite.
  • Mam wątpliwości co do autora wpisu (Wszelkie anonimy są kasowane - niezależnie od zawartości - wpisz prawdziwy e-mail. Jeśli usunąłem, Twoim zdaniem, komentarz niesłusznie - daj znać). Zdarza się, iż sprawdzam kim jest komentujący.
  • Zawiera jakąkolwiek formę reklamy.

Szufladka